Dziki na posesjach dlaczego zwierzęta niszczą ogrody

Coraz częściej właściciele domów jednorodzinnych zmagają się ze zniszczonymi trawnikami i posesjami. Dzikie zwierzęta masowo wchodzą na prywatne działki w poszukiwaniu pożywienia. Lokalne władze szukają rozwiązań prawnych chroniących mieszkańców przed rosnącymi szkodami.

Spis treści

  1. Prawo nie chroni prywatnych posesji
  2. Domy blisko lasu przyciagaja zwierzeta
  3. Samorzady planuja wspolne odlawianie

 

W ostatnich tygodniach problem niszczenia własności prywatnej przez dziką zwierzynę stał się jednym z głównych tematów dyskusji w wielu gminach. Właściciele nieruchomości zgłaszają regularne wizyty całych stad, które dewastują starannie pielęgnowane ogrody, niszczą ogrodzenia i ryją trawniki. Skala zjawiska jest na tyle duża, że wymaga pilnej interwencji na szczeblu samorządowym.

 

Sytuacja jest szczególnie widoczna w powiecie myślenickim, gdzie zwierzęta dają się we znaki mieszkańcom Sułkowic, Stróży, Jawornika, Rudnika, Krzywaczki, a nawet na terenach miejskich w samych Myślenicach. Temat ten został szczegółowo omówiony podczas dwudziestej siódmej sesji rady powiatu, gdzie samorządowcy zderzyli się z brutalną rzeczywistością prawną dotyczącą ochrony prywatnego mienia. Jak wskazuje serwis Domiporta.pl w swoich analizach dotyczących rynku nieruchomości, lokalizacja domu blisko terenów zielonych to nie tylko atut estetyczny, ale również wyzwanie związane z sąsiedztwem dzikiej przyrody.

 

Prawo nie chroni prywatnych posesji

 

Właściciele domów jednorodzinnych są w dużej mierze pozostawieni sami sobie ze względu na obowiązujące przepisy. Koła łowieckie, które ustawowo zajmują się regulacją populacji, mają związane ręce na terenach zabudowanych. Myśliwych obowiązuje bezwzględny zakaz oddawania strzałów w odległości mniejszej niż 150 metrów od budynków mieszkalnych. Dodatkowo samorządy mają bardzo ograniczone możliwości reagowania, gdy problem dotyczy prywatnej działki.

 

Prawo łowieckie dopuszcza odstrzał redukcyjny w sytuacjach szczególnego zagrożenia, ale przepisy te są niezwykle restrykcyjne. Starosta myślenicki Józef Tomal wyjaśnił tę kwestię bardzo dosadnie, odnosząc się do wniosków o radykalne działania. – Chcę jasno powiedzieć, że odstrzał redukcyjny w myśl ustawy dotyczy tylko zagrożenia przez dzikie zwierzęta, zakładów produkcyjnych i instytucji użyteczności publicznych. Nie ma w tej ustawie, że jeżeli zagraża Kowalskiemu i jego domostwu nieruchomości, można taki odstrzał przeprowadzić – mówi samorządowiec.

 

Zwrócono również uwagę na potężną lukę w systemie odszkodowań. Rekompensaty przysługują rolnikom za zniszczone uprawy, ale nie obejmują szkód wyrządzonych na prywatnych trawnikach czy w ogrodach ozdobnych. Radny Marek Lenczowski zauważył, że zwierzęta przekroczyły kolejną barierę i obecnie naruszają bezpośrednio miejskie oraz podmiejskie strefy zamieszkania, generując ogromne i niemożliwe do odzyskania straty dla właścicieli nieruchomości.

 

Domy blisko lasu przyciagaja zwierzeta

 

Przyczyny obecnego stanu rzeczy leżą w dużej mierze w zmieniających się trendach na rynku nieruchomości oraz sposobie zagospodarowania przestrzennego. Coraz więcej osób decyduje się na budowę wymarzonego domu na obrzeżach miast, w bezpośrednim sąsiedztwie terenów zielonych. Ta ucieczka od miejskiego zgiełku ma jednak swoją wysoką cenę.

 

– Sami naturalnie żeśmy tu dużo rzeczy spowodowali. Po pierwsze zbliżyliśmy się do lasów, bo zabudowa przybliżyła się do lasu. Mamy piękne domy w pięknych okolicach, ale blisko lasu. Trudno się dziwić, że dzik ma bliżej, niż miał – tłumaczy Józef Tomal. Jak podaje lokalny serwis miasto info pl dodatkowym magnesem przyciągającym zwierzynę pod same drzwi domostw są przydomowe kompostowniki oraz niewłaściwie zabezpieczone bioodpady.

 

Problem dotyczy zresztą nie tylko dzików. Właściciele podmiejskich posesji i lokalni kierowcy muszą przygotować się na kolejne wyzwania. Z danych przekazanych przez lokalne nadleśnictwo wynika, że populacja jeleni w regionie drastycznie wzrosła w ostatnich latach z około dwustu do niemal dziewięciuset osobników. Pojawienie się tak dużych zwierząt w pobliżu osiedli mieszkaniowych i dróg dojazdowych stanowi ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa.

 

Samorzady planuja wspolne odlawianie

 

Ponieważ tradycyjne metody zawodzą, a przepisy chroniące prywatne posesje są niewystarczające, władze lokalne muszą szukać alternatywnych rozwiązań. Zamiast opierać się na niemożliwym do przeprowadzenia odstrzale w terenie gęsto zabudowanym, planowane jest wdrożenie systemu humanitarnego odłowu.

 

Władze powiatu zadeklarowały zakup specjalistycznego sprzętu Palmera, który służy do bezpiecznego usypiania zwierząt na odległość. Jednak sam zakup urządzeń to dopiero początek drogi do rozwiązania problemu. Włodarze poszczególnych gmin mają spotkać się w ciągu najbliższych tygodni, aby wypracować wspólny, regionalny model działania i procedury interwencyjne.

 

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zawiązanie porozumienia kilku samorządów w celu wynajęcia jednej, wyspecjalizowanej firmy zewnętrznej. Taki podmiot miałby zająć się profesjonalnym odłowem zwierząt pojawiających się między domami i bezpieczną relokacją ich z dala od terenów zurbanizowanych. Wspólne działanie całego regionu ma zagwarantować niższe koszty operacyjne dla poszczególnych gmin i znacznie szybszy czas reagowania na zgłoszenia od zdesperowanych właścicieli zniszczonych nieruchomości.